W środku artystyczno-technologicznego studia, które chce uczynić generatywne wideo bezpiecznym dla Hollywood
W samym sercu Echo Park, w legendarnych Mack Sennett Studios — stuletniej świątyni kina, po której kiedyś snuł się Charlie Chaplin — dzieje się coś cicho rewolucyjnego. Na ostatnim piętrze, w jasnej, eleganckiej przestrzeni, garstka artystów i badaczy AI uczy maszyny, jak wyobrażać sobie obrazy. Piętro niżej — tuż pod deskami tej eksperymentalnej pracowni — leżą ręcznie malowane tła: wyblakłe panoramy miast, dekoracyjne wnętrza, pustynne pejzaże z czasów kina niemego. Nie trzeba dopisywać metafory — Asteria dosłownie buduje przyszłość Hollywood na jego historii.
To nie jest kolejny startup z Doliny Krzemowej, który zrzucił się do branży filmowej z reklamówką pełną buzzwordów. Asteria AI to studio filmowe. Prowadzone przez Bryna Moosera (nominowanego do Oscara) i zespół reżyserek, animatorek, technolożek i weteranów efektów wizualnych. Zadają jedno proste pytanie: czy AI może wspierać twórców, zamiast ich wypierać?
A może ważniejsze — czy może to robić legalnie, etycznie i z klasą?
– „AI to potężne narzędzie dla przyszłości Hollywood,” mówi Mooser. „Ale dopóki nie powstanie czysty model — taki, który nie jest trenowany na kradzionych danych — nie ma mowy, by go używać.”
Na tym założeniu opiera się wszystko, co robią w Asterii. Tam właśnie powstaje Marey — nowy model AI generujący wideo w wysokiej rozdzielczości, opracowywany we współpracy z laboratorium badawczym Moonvalley. Nazwa pochodzi od Étienne-Jules’a Mareya — XIX-wiecznego pioniera, który zainspirował narodziny kina, rejestrując ruch w sekwencjach obrazów. I w przeciwieństwie do większości modeli, Marey nie żeruje na YouTubie, nie ściąga cudzych treści z sieci. Trenuje wyłącznie na materiałach licencjonowanych, zamówionych lub stworzonych przez zespół Asterii. Nawet własne ujęcia nagrali — na hali Macka Sennetta — by uzupełnić dane.
To konkretny kontrast wobec takich firm jak Runway, Pika Labs czy Sora od OpenAI — których modele, choć robią wrażenie, powstały na podstawie nie do końca jasnych źródeł. Dla hollywoodzkich prawników to prawdziwy ból głowy. Po serii pozwów o prawa autorskie branża podchodzi do generatywnej AI z dużą rezerwą. I strachem.
A Asteria widzi w tym szansę.
– „Studia nie wejdą w AI, dopóki nie powstanie jasny grunt prawny,” mówi Mooser. „My budujemy ten most. Coś, co naprawdę można wykorzystać — i czemu można zaufać.”
Tym mostem zarządza zespół, który zna oba światy. Wśród nich m.in. Benjamin Lock, specjalista VFX odpowiedzialny za Rogue One i Przebudzenie Mocy, oraz Paul Trillo, reżyser i futurysta wizualny, którego prace można było zobaczyć w Luwrze i w sferze w Las Vegas. To nie technobros z artystyczną zajawką — tylko prawdziwi twórcy. Wielu z nich jeszcze niedawno pracowało w studiach takich jak Pixar czy DreamWorks — do momentu zwolnień.
W środku Asterii nie ma żadnych AI-cyrków. Zero promptów w stylu „Gwiezdne Wojny w wersji Wesa Andersona”. Zamiast tego: realna współpraca artystów z inżynierami. W jednym z projektów animowanych 2D, artyści ręcznie rysują tła i postaci. Potem AI uczy się kontynuować ten styl — przyspieszając pracę, ale zachowując ręczną kreskę.
Tu nie chodzi o automatyzację sztuki. Tu chodzi o skalowanie wyobraźni. I właśnie ta równowaga — między tempem a duszą — sprawia, że Asteria robi coś innego.
Mooser mówi o początkach Asterii tak, jakby wspominał narodziny Apple’a czy Pixara: mały, dziwny, błyskotliwy zespół, który próbuje stworzyć coś, czego jeszcze nie ma. Z odrobiną tupetu i całkiem sporym przekonaniem, że może się udać.
– „Nawet z całym tym arsenałem narzędzi AI — nadal trudno coś zrobić,” mówi. „To wymaga ludzi, pieniędzy, determinacji i miłości.”
To, co tworzą w Asterii, przypomina piękną, dziwną syntezę analogowego i algorytmicznego. Na górze — maszyny generujące ruch klatka po klatce. Na dole — niebo z epoki kina niemego, wypłowiałe na starym płótnie. A pomiędzy — bar na zapleczu, gdzie zespół przy piwie dyskutuje o etyce datasetów, wyjściach modeli i nowych formach narracji.
Nieidealnie. Po ludzku. I może właśnie dzięki temu — prawdziwie.
Trzymaj rękę na pulsie: Asteria i Moonvalley mają już ponad 110 milionów dolarów wsparcia i rozmawiają z największymi studiami o dedykowanych wersjach swojego modelu. Hollywood może się AI bać, ale jeśli ktoś ma sprawić, że to zadziała — dla artystów, dla widzów, dla przemysłu — to właśnie ci, którzy malują przyszłość na tle przeszłości, w Mack Sennett Studios.